Komu „Pogorię” ?

Autor: 
Andrzej Szlemiński
Zwracam się na łamach żagli do delegatów na Sejmik PZŻ po to, aby przypomnieć fakty dotyczące historii flagowego jachtu Związku, żaglowca „Pogoria” i zaproponować rozwiązania mające na celu oczyszczenie atmosfery wokół sprawy własności statku oraz stworzenie takich warunków współpracy z armatorem, które zapewnią stronom stabilny układ z pożytkiem dla polskiej młodzieży na nim żeglującej.
Zacznę od zwięzłego przytoczenia faktów z historii statku. Jak wiemy jego budowa została w latach 1979-80 sfinansowana ze środków Komitetu do Spraw Radia i Telewizji Pierwsze lata eksploatacji statku to realizacja przez wielce dla jego powstania zasłużonego Krzysztofa Baranowskiego spektakularnych rejsów, takich jak wyprawa na Antarktydę i rejsy Szkoły pod Żaglami. W pewnym momencie „władza ludowa” postanowiła sprawy własności uporządkować, bo niby z jakiej racji TV miała zajmować się eksploatacją żaglowca, i nakazała „Radiokomitetowi” przekazać statek nieodpłatnie Polskiemu Związkowi Żeglarskiemu.
W tym miejscu chcę zwrócić uwagę na pierwszy z faktów świadczących jednoznacznie o tym, że jednostka ta nigdy Związkowi nie była potrzebna do prowadzenia na niej działalności na rzecz polskiej młodzieży, czyli realizacji celu dla którego statek zbudowano. PZŻ przekazał bowiem „Pogorię” do komercyjnej eksploatacji spółce Interster, która wyczarterowała statek na całe lata Kanadyjczykom, którzy realizowali na nim program szkoły pod żaglami. Natomiast Interster i Związek, na skutek ówczesnej nadwartościowości dolara w stosunku do złotówki, zarabiał na „Pogorii” pieniądze, które przeznaczał na własne potrzeby. Skutek działania tego układu był po latach taki, że „Pogoria” stanęła w obliczu konieczności przeprowadzenia kolejnego remontu klasowego, a PZŻ nie miał, bądź nie chciał na ten cel przeznaczyć pieniędzy zarobionych przez statek w czarterze. I należy mieć świadomość, że w tym momencie, a było to na przełomie 1992 i 1993 roku, wartość jednostki pozbawionej środków na remont i odnowienie klasy była niewiele wyższa od ceny złomu.

Zdawał sobie z tego sprawę ówczesny prezes PZŻ Ludwik Vogt, który gorączkowo poszukiwał możliwości sfinansowania remontu statku i ustanowienia armatora, który samodzielnie zająłby się eksploatacją statku na własny rachunek. Jako alternatywę rozważano postawienie „Pogorii” „na sznurku” w Trzebieży lub w Jastarni do lepszych czasów. A czasy były trudne i nic nie zapowiadało szybkiej zmiany na lepsze. A co się może przydarzyć statkowi odstawionemu na chwilę świadczy wymownie przykład pięknego szkunera „Janek Krasicki”, który został postawiony do lepszych czasów w Jastarni, z której już nigdy nie wypłynął. Ten sam los mógł spotkać „Pogorię”.

Wiosną 1993 PZŻ zwrócił się do Gdyńskiej Fundacji Żeglarskiej z propozycją przejęcia funkcji armatora i pokrywania całkowitych kosztów eksploatacji przez Fundację z własnych środków, po sfinansowaniu remontu przez PZŻ. Problem polegał na tym, że Związek pieniędzy na remont nie miał i nie miał ich gdzie, pomimo usiłowań, pożyczyć. A chodziło o kwotę niebagatelną, bo koszt remontu szacowano na co najmniej osiem miliardów ówczesnych złotych. Wtedy Fundacja wystąpiła z propozycją, że sfinansuje remont statku, a za wniesione środki uzyska udział we współwłasności jednostki. I nie ma dla sprawy znaczenia, chociaż nie jest tajemnicą, skąd pochodziły fundusze wniesione przez Gdyńską Fundację Żeglarską. To miasto Gdynia stworzyło Fundacji możliwość sfinansowania remontu kapitalnego statku, a remont, wraz z położeniem drewnianego pokładu, kosztował ponad dwanaście miliardów złotych. W rezultacie GFŻ, na podstawie umowy z PZŻ, została właścicielem 2/5 udziału we współwłasności „Pogorii”, co nie odzwierciedla faktycznej proporcji wniesionych środków do wartości statku przed remontem, która powinna być odwrotna – 3/5 dla Fundacji do 2/5 dla Związku. 

Motywem do występowania o udział we współwłasności statku dla GFŻ była obawa, że „Pogoria” po remoncie mogłaby być sprzedana w celu zaspokojenia pilnych i bardziej bliskich statutowym celom PZŻ potrzeb. Również obecnie działacze STAP nie są wolni od tej obawy. O stosunku Związku do żaglowców świadczy przecież wymownie fakt sprzedania japończykom „Zewa” wkrótce po jego zbudowaniu. Natomiast łatwo można wykazać, że nie wnosząc w remont znaczących środków PZŻ uzyskał 3/5 udziału we współwłasności „Pogorii” o wartości znacznie wyższej od tej, jaką stanowiła wyłączna własność przed remontem. A decyzję przynoszącą Związkowi wzrost wartości posiadanego majątku uznano w uchwałach jednego z Sejmików za niekorzystną dla Związku i zobowiązano wybrany Zarząd do podjęcia działań naprawczych! 

Działania naprawcze, które uchwalił Sejmik w odniesieniu do sprawy współwłasności, mogły ze strony Związku polegać jedynie na wycofaniu się z zawartych porozumień wykorzystując formalne uchybienia, co oznaczałoby, mówiąc bez ogródek - oszukanie partnera. I chociaż przez parę lat wydawało się, że Zarząd PZŻ postanowił zachować się w tej sprawie przyzwoicie i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, to ostatnio dowiedzieliśmy się, że jednak wystąpił na drogę sądową w celu unieważnienia zawartych umów. A przecież od początku sprawy intencją stron było, na co są dokumenty, aby zarówno udział we współwłasności statku, jak i funkcję armatora przenieść na stowarzyszenie Sail Training Association Poland, które w momencie zawierania umów PZŻ z GFŻ było w fazie rejestracji. 

Od 1993 roku „Pogoria” jest eksploatowana, zgodnie z jej pierwotnym przeznaczeniem, do pływania z polską młodzieżą na pokładzie. Sposób utrzymania i eksploatacji żaglowca przyniósł armatorowi, a pośrednio i PZŻ jako współwłaścicielowi statku, międzynarodowe uznanie. Jednym z jego wyrazów było przyznanie „Pogorii” The Cutty Sark Trophy. Zamiast gratulacji od współwłaściciela STAP otrzymał z PZŻ wypowiedzenie umowy armatorskiej, bez słowa uzasadnienia. Powstaje podejrzenie, że „Pogoria” stała się łakomym kąskiem dla kogoś związanego bliżej z Zarządem PZŻ, ponieważ widać, że przy rozsądnej eksploatacji można uzyskać od sponsorów spore środki, które zamiast przeznaczać na remonty i wyposażenie statku można by przez pewien czas przeznaczać na inne cele. Nie wolno dopuścić, aby „Pogoria” ponownie znalazła się w rękach, które po jej wyeksploatowaniu przez najbliższe parę lat doprowadzą do takiej sytuacji, że żaglowiec pozostanie bez środków na kolejny remont klasowy. 

Zgodnie z umową armatorską PZŻ nie wnosi żadnego wkładu finansowego w utrzymanie statku. Natomiast działacze STAP wkładają wiele wysiłku nie tylko w utrzymanie statku w dobrej kondycji, ale organizują sponsorów w celu poprawiania stanu wyposażenia, głównie z punktu widzenia bezpieczeństwa żeglującej młodzieży, jak i standardu pomieszczeń mieszkalnych. Że statek jest w coraz lepszej kondycji przyznaje to każdy, kto obserwuje poczynania armatora. Osiąganie takiego skutku wymaga inwestycji, które finansuje tylko jeden ze współwłaścicieli. Dlatego proponuję Polskiemu Związkowi Żeglarskiemu podjęcie z Sail Training Association Poland, stowarzyszeniem którego Związek jest współzałożycielem i członkiem wspierającym rozmów, których celem powinno być rzetelne ustalenie udziałów stron we współwłasności żaglowca „Pogoria” i warunków pełnienia przez STAP dotychczasowej funkcji armatora statku.


Autor jest wiceprezesem Zarządu STAP
 
Artykuł opublikowany w miesięczniku "Żagle" w marcu 2001 r.
 
Opublikowano: 
czwartek, 29. Marzec 2001 - 2:00