Rejs ZUT 2014

Autor: 
Viktoria Kalbarczyk
REJS ZUT 2014 - REJS NA ŻAGLOWCU STS POGORIA
 
Pomimo, że szara i zimna rzeczywistość nas dopadła, to powróćmy na moment do przeszłości, żeby choć na chwilę się ogrzać. Zapraszam na moją relację z rejsu na żaglowcu STS POGORIA . :)
Drugi raz na Pogorię? Dlaczego nie?!
 
21.11.2014 (piątek)
W piątek, przed godziną 15 była zbiórka przy wejściu na Dworzec Główny PKP w Szczecinie. Wysiadłam z taksówki- 'cholera, znów mam największą torbę! Mam nadzieję, że chociaż niczego nie zapomniałam. ' Przed dworcem stały już Aga i Ula- znajome twarze, czyli trafiłam dobrze. Autokar przyjechał po nas z Gdyni. Po zapakowaniu bagaży, każdy zajął miejsce w autokarze i ruszyliśmy w stronę Włoch. Aga zabrała z Polski kabanosy i suszone figi, także mogłyśmy spokojnie jechać. :) Noc minęła bardzo szybko, pomimo tego, że wszyscy wstaliśmy połamani.
22.11.2014 (sobota)
Rano dłuższa przerwa na włoską kawę i ciacho tuż przed końcem podróży. Włoska kawa brzmi pysznie, tylko jaka nazwa co oznacza?! Jedyna jaką pijam to kawa z mlekiem- dobrze, niech będzie ŁAN AMERIKANA PLIS (1/3 Espresso i 2/3 wody). U nas Americaną nazywają kawę z mlekiem. No dobra, to może macie Państwo mleko?! Aaaa, nie mówicie po angielsku, to ŁAN KAPUCZINO jeszcze PLIS. Dwie ręce mam, to nikt mi nie wmówi, że wzięłam o kawę za dużo. ;) Około godziny 10 dotarliśmy do Genui. W końcu cieplej niż w Szczecinie! Nawet słońce wyszło.
Jest i ONA- Pogoria. Po ponad 4 latach znów się widzimy, a uśmiech od razu pojawia się na mojej twarzy. Do tego Kuk Maciej i Bosman Heniu, których znałam z poprzedniego rejsu. Poczułam się jakbym znów przyjechała w odwiedziny do Babci. :)
Przez kolejny tydzień miałam mieszkać w 'Ósemce'. Ostatnio też tam mieszkałam, dlatego ucieszyłam się, że znów będę mogła przytulić się do 'swojej' koji. Niestety, (wtedy jeszcze) 'jakaś' dziewczyna mi ją zajęła. Aktualnie Ją uwielbiam, ale wtedy jakbym miała moc strzelania piorunami, to na bank Hermionka dostałaby przynajmniej jednym.
Zostawiliśmy swoje rzeczy, a załoga kończąca rejs zaserwowała nam śniadanie. Następnie nasi oficerowie długie i bardzo szczegółowe szkolenie, żebyśmy sobie nie zrobili krzywdy na pokładzie. Kolejny punkt programu to kambuz. Pożegnaliśmy wyjeżdżających obiadem. Dosłownie MY, czyli moja wachta nr III. Wykarmić i obsłużyć dwie załogi to było wyzwanie, ale stwierdziłam, że 'jak przeżyjemy to, to przeżyjemy wszystko'. I faktycznie tak było- daliśmy radę. Nasza wachta zgrała się idealnie i super nam się współpracowało pomimo, że się jeszcze nie znaliśmy.
Czas wolny na rozpakowanie, pierwsze sprawy organizacyjne, kolacja, a wieczorem wszyscy byli tak zmęczeni, że poszli spać. Jedyny Tadek nie spał, dlatego zrobiliśmy ranking najlepszych 'zupek chińskich' i kisielków znajdujących się na statku. Choć zdania były lekko podzielone, doszliśmy do porozumienia- ZŁOTY KURCZAK wygrał. :)
23.11.2014 (niedziela)
Od 7:00 przygotowywanie śniadania, 7:30 śniadanie, 7:55 spotkanie przy banderze, 8:00 podniesienie bandery i omówienie planów na dziś- czyli 'poranny standard'. W ciągu dnia odbyło się dalsze szkolenie, między innymi dla chętnych związane z wchodzeniem na reje. Ja i mój lęk wysokości obserwowaliśmy całość z pokładu. Około godziny 16 wypłynęliśmy w stronę Korsyki. Wychodząc z Genui, minęliśmy wrak Costa Concordia. Przykry widok- ku przestrodze dla ludzkiej głupoty. Od 16 do 20 mięliśmy wachtę nawigacyjną. Zaczęły się pierwsze przejawy choroby morskiej- tempo mnie zaskoczyło. Kiedyś ja zdobywałam w tej konkurencji pierwsze miejsca, ale czas leci i trzeba dać fory młodszym żeglarzom. Około godziny 22 położyłam się spać i na kolejną wachtę czyli od 4:00 do 8:00 wstałam wyspana i wypoczęta.
24.11.2014 (poniedziałek)
Po południu dopłynęliśmy do Calvi na Korsyce, czyli do miejscowości, która jest uznawana za miejsce narodzin i zamieszkania Krzysztofa Kolumba. Wieczorem, po kolacji, większa część załogi wyruszyła zwiedzać miasto. Po pokonaniu kilkunastu schodów, doszliśmy do cytadeli. Z tego miejsca mogliśmy obejrzeć pięknie oświetlone miasto i marine. W końcu usiedliśmy w jednej z knajpek. Czułam się jak w chłodniejszy wieczór lata. Świetne towarzystwo, do tego gwiazdy na niebie- chwilo trwaj! Część załogi dalej chodziła po mieście, inni poszli na plażę, a jeszcze inni wrócili na żaglowiec.
25.11.2014 (wtorek)
Rano udało nam się z laskami wyskoczyć na szybkie Cappuccino i lody. W moim przypadku kawowa kawa i kawowe lody mnie trochę przerosły i nie jeśli chodzi o kawowy smak, ale o poziom słodyczy i ilość. Tak czy inaczej było pysznie! Chill pod palmami w listopadzie to jest to, co Tygrysice lubią najbardziej. Rozdzieliłyśmy się po krótkiej, ale bardzo intensywnej kawie, bo Dziewczyny z wachty I miały kambuz. Ja w tym czasie wybrałam się do marketu z Ulą i Marysią. Jak wróciłam na jacht, okazało się, że Załoga Pogorii bierze udział w akcji „sprzątania świata (podwodnego)”. Został wyłowiony i wyrzucony na śmietnik zardzewiały wózek sklepowy, który zalegał na dnie przy brzegu. W końcu obraliśmy kierunek na Elbę. Napoleonie nadchodzę!
26.11.2014 (środa)
Od północy psiak. Jak ja to cholera uwielbiam! Zimno, ciemno i do domu daleko. Do tego dopadł nas deszcz, a ja nie wpadłam na to, żeby wskoczyć w kalosze, które grzały się w kabinie. Niech chociaż im będzie ciepło. Gdyby tego było mało, to nie wpadłam też żeby pakując sztormiak sprawdzić czy mój odpinany kaptur się przy nim znajduje. Po co komu kaptur na morzu? Jeszcze w środku nocy jak pada deszcz. Totalny bezsens. Lepiej skupić się na tym, żeby nie zapomnieć lakieru do paznokci i koniecznie zmywacz, bo to byłaby dopiero kaplica. Chwilę po 4 zeszłam totalnie przemoczona i zaczęłam ratować swoje ukochane buty. Suszarka na najniższe obroty żeby nie pobudzić współtowarzyszy i jazda panie gazda. Przed 5 padłam na koję i wstałam dopiero po 7. 8:00 tradycyjnie podniesienie bandery, wybicie szklanek i apel.
Tego dnia odwiedziliśmy Elbę - Portoferraio. Przyjemnie było tam wrócić. Piękne widoki, dom „Napiego” i przepyszna włoska pizza- totalny odjazd. Po drugiej wizycie w Portiferraio, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że bardzo lubię ten port. Wizyta na Elbie nie trwała długo, bo trzeba było płynąć dalej czyli do Portovenere, La Spezia. Od 16 moja wachta miała kambuz i potem wolną noc, gdzie mogliśmy się w końcu wyspać. :)
27.11.2014 (czwartek)
Tuż przed La Spezia stanęliśmy na kotwicy i na brzeg załoga była transportowana motorówką. Ja zostałam na Pogorii, bo jakoś lepiej czuję się na większych i bardziej stabilnych jednostkach pływających. Kiedy załoga wróciła, zjedliśmy obiado-kolację i około godziny 18 ruszyliśmy w stronę portu końcowego czyli Loano. Do 20 miałam nawigację - 2h bardzo szybko zleciały. W nocy kompletnie nie mogłam zasnąć.
28.11.2014 (piątek)
Przed 4 wytoczyłam się z koji- na górze pada i w oddali widać błyski. Tak strasznie nie chciałam tam iść. Wysiadam! Jednak trzeba było zacisnąć zęby i wyjść na pokład. Tym razem już w kaloszach! Po około 2 godzinach przestało padać i zrobiło się bardzo przyjemnie. Wiatr doszedł nawet do 49 węzłów! Pruliśmy jak błyskawica. Było tak pięknie, że dech zapierało w piersiach. Część załogi znów postawiła na chorobę morską, a raczej ona na nich.
Szczęśliwie dotarliśmy do Loano. Od 20 miałam trap z Justyną. Godzina minęła jak z bicza strzelił. Pogadałyśmy, poprawiłyśmy buchty, sprawdziłyśmy cumy i odbijacze- chwila moment i koniec. Można się szykować na wieczór pożegnalny. To była totalna 'crazy night'. Tańcom i śmiechom nie było końca. Klasa zamieniła się w najbardziej gorący klub w mieście. :) Świetna ekipa do tańca i do różańca.
29.11.2014 (sobota)
Dzień wyjazdu.
7:30 ostatnie śniadanie tego rejsu na Pogorii, 7:55 zbiórka, 8:00 podniesienie bandery i przedstawienie planu na dziś. Priorytetem było dopakowanie się i sprzątanie. Wszystko poszło naprawdę bardzo sprawnie. Około 10 przyjechała nowa załoga. Przywitaliśmy ich śniadaniem, następnie mięliśmy jakieś 8 godzin wolnego. Z Agą i Alicją zwiedzałyśmy Loano. Tego dnia zostałam nazwana przez Alę anty-maskotką. Totalnie nie wiedziałam czego chcę. Byłam głodna, bo rano nie miałam ochoty na śniadanie, a człowiek głodny to i marudny. To może lody?! NIE! Lodziarnia była meeeega apetyczna, ale pogardziłam włoskimi lodami. W końcu trafiłyśmy do marketu, gdzie znalazłam mój ukochany słodycz od kilku lat konkurujący z czekoladą. Nugat- słodka, biała, lekko ciągnąca się pianko-masa z orzechami okazała się miodem na moje serce. W mieście zobaczyłam co chciałam zobaczyć i po kilku godzinach wróciłam na jacht. Wiedziałam, że wolę te ostatnie godziny spędzić na Pogorii, bo po powrocie do Polski, to jej będzie mi brakowało bardziej, niż odwiedzonych miejsc. O 18 była pożegnalna kolacja, którą zaserwowała nam załoga rozpoczynająca swoją przygodę. 18:30 rozdanie opinii z rejsu przez Kapitana i przed 19 udaliśmy się w stronę autokaru. Równo o 19 zostawiliśmy płaczące deszczem Loano i wyruszyliśmy w stronę Polski. Wszystko co dobre kiedyś się kończy, ale po to żeby przyszło kolejne. :)
30.11.2014 (niedziela)
Ta noc minęła jeszcze szybciej niż droga do Włoch. Praktycznie całą przespałam w pozycji bliżej nieokreślonej, budząc się w nocy i spoglądając na spadającą z każdym kilometrem temperaturę. Zamykam oczy- nie ma mnie. Rano zatrzymaliśmy się w Niemczech na szybkie śniadanie. 'Boże jak zimno!' Bułka z szynką i serem plus Milśkafe w McCafe- możemy jechać dalej. Kolejny przystanek to Szczecin. Około 12 dojechaliśmy przed dworzec PKP w Szczecinie. Pożegnaniom nie było końca- każdy z każdym i jeszcze raz wszyscy razem. Bez wątpienia najbardziej z powrotu cieszyła się moja psina- Terra. Witamy w rzeczywistości, ale na szczęście z uśmiechem. :)
Pomimo, że nie jestem wybitnym wilkiem morskim, ale już od 10 lat subtelnie flirtuję z żeglarstwem i ten rejs był jednym z moich lepszych rejsów. Porównywalny atmosferą z rejsami prowadzonymi przez Pipsona, z którym też miałam przyjemność pływać- jak dla mnie podium. Atmosfera jaką stworzyliśmy wspólnymi siłami pozwoliła mi na maxa naładować baterie.
 
Podziękowania za wspaniały rejs
Bardzo dziękuję kapitanowi Wojciechowi Maleice, dzięki któremu mogłam uczestniczyć w tym wspaniałym rejsie. Pełen profesjonalizm i bezpieczna żegluga. Mam nadzieję, że będziemy mięli jeszcze okazję razem popływać. :)
Załodze stałej:
Kukowi Maciejowi za świetne poczucie humoru, uśmiech i przepyszne jedzenie- naprawdę super gotujesz. :)
Mechanikowi Mirkowi za świetną atmosferę, dużą dawkę humoru i za umilanie czasu muzyką :) Po tym rejsie Adele 21 zdecydowanie częściej zagości u mnie w głośnikach. :)
Bosmanowi Henrykowi za kolejny świetny rejs. Bardzo się cieszę, że po ponad 4 latach mnie jeszcze pamiętałeś. :)
Mam nadzieję, że zapamiętacie naszą ekipę na długo i jak następnym razem wywieje mnie na Pogorię, to znów trafię na Wasz profesjonalny zespół. :) Dzięki Panowie i do zobaczenia!
Oficerom za zaangażowanie i stanięcie na wysokości zadania, aby ten rejs był jak najlepszy- Oli, Piotrowi, Kubie, Tomkowi i mojemu oficerowi wachty III Jankowi.
Moja Wachta III:
Janek- oficer z dużym poczuciem humoru i dystansu to ogromny skarb, a co do faz, to faktycznie jesteśmy jak księżyc ;), Sławek- dzięki za perełkowanie wachtowe, za pozytywną energię, uśmiech i za ogromną cierpliwość. :) Grzesiek K., Jacek L., Irek, Justyna O., Kaja, Justyna R., Grzesiek W., Ania i Jacek- cieszę się, że trafiła nam się tak zgrana, dobrze zorganizowana i rozumiejąca się praktycznie bez słów ekipa, dzięki za super zabawę. :)
Moje dziewczyny, kochane Czarownice:
To z Wami mieszkałam przez tydzień, to z Wami płakałam ze śmiechu, to Wy przyczyniłyście się do tego, żeby ten rejs był tak świetny. Zofka- Miłostko kochana, widzimy się w Warszawie, Hermionka- jeszcze zasadzimy rapowe ziarno i podlejemy je wokalem- bjeliwi mi!, Alicja- następnym razem trzeba będzie lepiej zamocować kota żeby nie zsuwał się nam z miotły- uwielbiam Cię Babo, Aga- Ty moja oazo spokoju, mówiłam, że będzie super :), Aleksio- kochany człowieku, równie postrzelony jak my wszystkie- to co z tymi śledziami z marmeladą?!, Ada Maluchu- jeszcze kiedyś zmyjemy wspólnie podłogę :) Ania- za uśmiech, spokój i zrównoważenie duży buziak. :)
Jesteście NAJLEPSZE !
Spokojnie Dziewczyny, do Chinki wybieram się jeszcze w tym tygodniu. :D
Karol i Karolina- smycz pasuje idealnie, Terra jest najszczęśliwsza na świecie. :)
Karol- więcej pewności siebie :) Dzięki za pomoc w nakarmieniu psa na Korsyce. :)
Ewcia- foty, fociaszki, fotosy- czekamy na jpegi. :)
Maciej- o Tobie nie mogłam zapomnieć- fajnie, że byłeś. :)
Aga- dziewczyna z uszami- też czekamy na jpegi. :)
Janusz i Piotrek- dzięki za pomoc przy transporcie torby :)
Patryk- prowadzący, DJ i człowiek orkiestra! Świetny jesteś. :) + SUPER EDIT: Patryniu, jesteś NAJLEPSZY, NAJWSPANIALSZY I NAJCUDOWNIEJSZY! Wystarczy?! Love ya!
Tadek- ranking zalewajek przeszedł do historii :)
Herman- Demonie ! :)
 
Nie jestem w stanie wymienić wszystkich, ale każdy się przyczynił do tego, żeby ten rejs był jak najlepszy- udało nam się. :) Dlatego dzięki wielkie wszystkim razem i każdemu z osobna.
Wróciłam naładowana pozytywną energią, a o to chodziło. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz wiatr zagra nam na wantach. Za rok też jadę, a Ty? :)
 
Viktoria Kalbarczyk

Oryginalny tekst artykułu ukazał się TUTAJ

 
 
 
Opublikowano: 
sobota, 6. Grudzień 2014 - 1:00