Rejsik 10-17 III 2012 3XB

Autor: 
Maja Laskowska
wink
10.III. sobota
Urlop jest?? Jest!, Bilety są?? Są!, Bagaż jest?? Jest!, Towarzystwo?? Obecni! No to można ruszać, a w zasadzie lecieć.
Razem z Krysią i Tadzikiem (a jak się później okazało było jeszcze kilka osób) bladym świtem 0610 wylot do Barcelony. Trzy godzinny lot przebiega spokojnie … przy schodzeniu do lądowania wypatrzyliśmy Pogorię wchodząca do portu … Przy odbiorze bagażu do naszej trójki dołączyły jeszcze Iga i Ewelina, dwie przesympatyczne dziewczyny z Krakowa, które po raz pierwszy miały zasmakować pływania na żaglowcu. Bagaż odebrany i trzeba się przetransportować do Port Vell. Hmmm …ostatnio gdzie się nie ruszę tam Stary Port … (Genua, Chorzów, Kraków, Barcelona …) W końcu udało się dotrzeć do portu … Gdzie ta Pogoria?? Wśród lasu masztów mniejszych i większych jednostek wypatrywaliśmy charakterystycznego masztu z rejami. Jest!! Cel zlokalizowany, kierunek marszu obrany.
Z wejściem na pokład trzeba jednak jeszcze trochę poczekać - „stara” załoga musi się ogarnąć. Pojawiły się znajome twarze: Popek, Kaukaz, Archi, Gonzo i Piotrek … powitalne uściski i pytania jak było?? „Trochę nam wiało…”, „ale była jazda…” to tylko niektóre odpowiedzi, ale widać że wszyscy zadowoleni. Jak się później okazało wyczerpali nam prawie cały wiatr. Na kei zbiera się coraz więcej nowej załogi, niecierpliwie przebieramy nogami czekając na pozwolenie wejścia na pokład. Około 12 wchodzimy, podział koi („open space” na dziobie), rozpakowanie rzeczy. Pomału poznajemy ludzi z którymi przyjdzie nam spędzić następne kilka dni.  Po obiedzie czas na zwiedzanie Barcelony i uzupełnienie zapasów.
Ostatni maruderzy pojawiają się na statku około 22 – Załoga w komplecie!!
 
11.III. niedziela
Poranny apel i przydział funkcji w wachcie: Starszy Wachty – Krysia, Asystent Starszej Wachty – Ja (Maja) oraz Koordynator ds. poszukiwania Starszej i Asystenta – Maciek. Dodatkowe funkcje wynikały z faktu, iż Krysia ciągle się nam gubiła.
Może teraz kilka słów o I wachcie: Oficer: Ania Kiełbik, o „strasznym” było wyżej, ja, Ania z Maćkiem, Beata, Ewa z Darkiem i Bartek, Wojtek i Rafał. Szybko zaczęliśmy nadawać na tych samych falach, było wesoło i bez spięć. Aniu trafiłaś w 10 – tkę.
0830 – szkolonko – zasady bezpieczeństwa, poruszanie się po statku, alarmy, I wachta, czyli co nas czeka na manewrach, jakie żagle nasze są, szoty, fały, cumy szpringi, rzucanie do celu rzutkami, dla chętnych reje, … ale nie tak szybko najpierw trzeba troszkę powisieć – czy aby rączki nie za słabe. Na pierwszy ogień wejście na pierwszą platformę lewą stroną, zejście prawą … i reje. Na brzegu zbiera się tłumek gapiów, – „co Oni wyprawiają??” – myślą sobie zapewnie patrząc na załogę śmigającą po rejach. Na koniec powstała lista „rejowców”.
Po szkoleniu obiad i heja w morze … kierunek Mallorca. Wiatru prawie nie ma, jednak jak tylko minęliśmy główki portu – pojawili się pierwsi wyznawcy Neptuna. Jak to mówią: każdy w końcu znajdzie swoją fale. Okazuje się, że niektórzy po „płaskim” nie mogą pływać.
Pierwsza wachta nawigacyjna w nocy. Krótka lekcja astronomii: Mały wóz, Duży wóz, gwiazdozbiór Oriona … i uciekająca latarnia … sternik się oparł na kole i pojechaliśmy.
 
12.III. poniedziałek
Dopłynęliśmy do Majorki – cumowanie na muringach, rufą do kei. Port de Soller wita nas słońcem. Krótka odprawa na rufie i czas wolny do kolacji. My, jako wachta kambuzowa musimy wrócić na statek o 1730 – ktoś musi wydać kolację. Korzystając z podpowiedzi Bosmana wypożyczamy samochód i jedziemy do Palma de Mallorca. Podróżujemy w 6 osób: Ja, Krysia, Ania z Maćkiem, Rafał i Wojtek. Na początek drugie śniadanie w portowej knajpce … owoce morza i takie tam…, później snujemy się po uliczkach Palmy. Niestety czas szybko mija i trzeba wracać … kolacja czeka. Wracamy krętą, wąską drogą, zakręt za zakrętem wspinamy się w górę - czuję się prawie jak w Bieszczadach na Wielkiej Pętli, tylko krajobraz trochę inny. Na zboczach oliwki i owce, dzwoniące dzwoneczkami. Jak one się tam wspinają?? Od czasu do czasu mijają nas też rowerzyści … szacun – wjechać pod tą górę na pewno nie jest łatwo. Jeszcze kilka fotek z miejsca widokowego i zjeżdżamy do Port de Soller. Wieczorem, po kolacji jeszcze wyjście na piwko do portowej knajpki …
 
13.III - wtorek
Wypływamy rano – kierunek Ibiza. Dzień, jak co dzień wyznaczają wachty: kambuz do 16-tej, później nawigacyjna do 20-tej. Odkryliśmy na nowo grę w „Państwa – Miasta” – było sporo śmiechu i zabawy, ale przy okazji mała lekcja geografii – królestwo Swaziland (Suazi), – co to jest?? okazało się, że to małe państwo w Afryce … widzieliśmy nawet zdjęcie zdjęcia Króla - podróże kształcą.
 
14 III środa
Około 2 w nocy budzi mnie dźwięk windy kotwicznej (uroki koi na dziobie). Czyżby już Ibiza?? Spoglądam na zegarek … jeszcze 2 godziny do wachty. Około 4 Krysia informuje, że wystarczy po dwie osoby – wachta kotwiczna … można jeszcze spać. Wstaje koło 6, wychodzę na deck i … nic nie widzę otacza nas mgła, dużo mgły …O 7 rano wciskamy magiczny czerwony przycisk: POBUDKA !!. Po śniadaniu zmywanie pokładu i można się szykować do desantu. Pontonem partiami jesteśmy przewożeni na ląd. Cały czas snuje się mgła, pojawia się i znika, słychać tylko nieustanne buczki promów. Momentami klimat jak w „Piratach z Karaibów”. Idziemy zwiedzać twierdzę. Widoki z góry fantastyczne. Po drodze gdzieś nam się gubi Maciek z Anią i zostajemy w trójkę: Ja, Krysia i Rafał. U stóp twierdzy mała knajpka, gdzie robimy sobie przerwę na małe, co nieco… . Później pokręciliśmy się trochę po miasteczku. Cisza i spokój, ale jak rozpocznie się sezon … na pewno będzie głośno i imprezowo - Ibiza to Ibiza … Osobiście bardziej podobała mi się Majorka. Wieczorem, jak już wszyscy dotarli na pokład, szantowanie w klasie…
 
15.III czwartek
Tego dnia było prawie wszystko – normalnie kumulacja.
Od tafli wody jak lustro, poprzez zamsz i struksik do wiatru pozwalającego na postawienie wszystkich szmat (no prawie wszystkich) WOW!! W końcu żaglowiec a nie motorówka.
Opinia będzie jednak bez „0” na żaglach
Słońce grzało, wszyscy leżeli pokotem na pokładzie, normalnie plaża, jak to powiedziała Ania: „już nawet nie Ciechocinek, tylko Ciechocin”
Pojawiły się delfiny, żółw, całe kolonie meduz ktoś widział wieloryba …
Po postawieniu żagli opuściliśmy ponton i sesja zdjęciowa z morza. W pewnym momencie konsternacja … coś się pojawiło na horyzoncie, … co to jest?? ponton?, tratwa?? … Okazało się ze to czerwony pojemnik, takich przeszkód nawigacyjnych było jeszcze kilka …
Nastał czas naszej ostatniej nocnej wachty 0-4. … Czas zleciał nam szybko … zdechł wiatr wiec trzeba było zrzucić wszystko – daliśmy radę sami … no może z mała pomocą.
 
16.III. piątek
W piątek Złoty wreszcie zrobił nam upragnioną przez wszystkich jajecznicę (i nie miała goździków).
Ostatnia nawigacyjna 12-16: lekki wiatr, 2 trójkąty i płyniemy. Między czasie mała robótka na rejach … Całkiem inaczej to wszystko wygląda z wysokości fokrei – znowu pojawiły się delfiny. Henio wachcie bosmańskiej polecił wyczyszczenie dzwonu, który został zdjęty i pucowany na pokładzie, „Jak to?? a szklanki?? chcemy wybić nasze ostatnie” odezwały się głosy… Nie minęło dużo czasu i problem rozwiązaliśmy … dzwon podwieszony na krawacie przez Maćka i Rafała a, Wojtek bije. Nie ma dla nas rzeczy niemożliwych.
W końcu nadszedł ten najbardziej nielubiany przez większość moment – ostatnie cumowanie i jutro zmiana załogi.
Manewr wyszedł sprawnie, jak zawsze I wachta dała radę.
Kambuz – kolacja – sprzątanie i na miasto … obowiązkowo Sangria i spacer po nocnych uliczkach Barcelony – wszędzie kolorowy tłum, to miasto chyba nie śpi.
Niestety trzeba wracać, dokończyć wpis w Kronice…
 
17.III. sobota
Jak zwykle pobudka, śniadanie, klar na statku, przygotowanie obiadu dla dwóch załóg. Pomału schodzi się nowa załoga… za chwilę Oni przejmą statek …a My rozjedziemy się do domów … pozostaną wspomnienia, zdjęcia i nawiązane kontakty … może jakieś spotkanie porejsowe, może jeszcze wspólny rejs … zobaczymy …
 
„…życie jest jak rejs i choć istotne dokąd gnasz, To najważniejsze w odpowiedniej być załodze!! .
 
Opublikowano: 
sobota, 17. Marzec 2012 - 1:00